Najnowsze

TEST: Aftermarket wie, jak zarabiać na inteligentnych autach

Connected Cars / Testy / 29 grudnia 2015

Rośnie liczba samochodów fabrycznie wyposażanych w rozwiązania connected. Rośnie też liczba firm, które oferują urządzenia pozwalające zmienić posiadane auto w connected car. Business is business.

Wolny rynek nie znosi próżni. A taka zaczęła powstawać kilka lat temu między samochodami nowo wprowadzanymi na rynek a dotychczas oferowanymi. Rzecz nie tylko w rozwiązaniach z zakresu napędu czy zawieszenia, ale także szeroko rozumianych systemów infotainment. Przykład? Renault Captur, dzięki dostępowi do internetu zapewnianemu przez modem z kartą SIM wbudowany w pojazd, pozwala korzystać z prognozy pogody, podglądu poczty czy usługi TomTom Live z danymi o natężeniu ruchu i utrudnieniach w trybie online. W przypadku Renault Megane czy Laguny z 2010 r. o takich gadżetach można tylko pomarzyć. Chociaż…

Firmy aftermarketowe nie zasypiają gruszek w popiele. Pojawia się coraz więcej produktów, dzięki którym można zmienić swój samochód w connected car. Milionowych zysków póki co nie ma, bo kierowcy nie czują jeszcze potrzeby korzystania z nowinek łączących ich w aucie ze światem, ale sytuacja z pewnością zmieni się wraz z rozwojem świadomości i upowszechnieniem technologii. Jak już dziś można usprawnić swój samochód stosując nowe technologie sprawdziliśmy na przykładzie Seata Mii. Z premedytacją wzięliśmy do testów model bez rozwiązania Portable System Live, które pełni funkcje komputera pokładowego, jednocześnie zapewniając onlinowe informacje dotyczące natężenia ruchu, warunków pogodowych oraz wiadomości z serwisów lokalnych. W efekcie Mii stał się bohaterem, chociaż nie pierwszoplanowym.

Gdzie jest mój samochód/pracownik?

Możliwość śledzenia na bieżąco pozycji samochodu to rozwiązanie przydatne w co najmniej kilku sytuacjach. Pierwsza: powierzamy auto pracownikowi (np. merchandiserowi) i chcemy upewnić się, że realizuje zadania polegające na odwiedzaniu konkretnych punktów. Druga: zamierzamy sprawdzić, czy podwładny nie traktuje pojazdu służbowego jako terenowego/wyścigowego oraz czy w trakcie godzin pracy nie wykorzystuje samochodu do celów prywatnych bez informowania o tym przełożonych. Trzecia: zależy nam na namierzeniu (i docelowo odzyskaniu) pojazdu w sytuacji, gdy zaopiekuje się nim złodziej. Coraz więcej modeli ma co prawda funkcję lokalizacji, ale wykorzystywaną albo przez konsjerża do wyznaczania trasy/znajdowania określonych punktów, albo w celu niesienia pomocy podczas wypadku (rozwiązania przypominające eCall).


Tymczasem na rynku dostępne są lokalizatory takie jak chociażby Trackimo, dające wgląd w bieżącą pozycję pojazdu. Wykorzystują one sygnały GPS i GSM, a aplikacje mobilne i dostęp z poziomu stron www umożliwiają ciągłe śledzenie modułu. Co więcej – alarmy przekazywane za pomocą SMS-ów oraz maili informują użytkownika m.in. o: przemieszczeniu się urządzenia, przekroczeniu zdefiniowanej prędkości i wyjściu poza określoną z góry strefę. Po umieszczeniu w aucie zyskuje się więc technologicznego anioła-stróża.

Wady? Urządzenie wymaga ładowania co pewien czas, zależny od ustawionej przez użytkownika częstotliwości wysyłania informacji o pozycji (wkrótce dostępna będzie wersja wpinana w układ elektryczny auta, która wyeliminuje ten problem). W efekcie po kilku dniach moduł należało wyjmować w samochodu i podpinać do power banku lub sieci za pomocą ładowarki.

Zalety? Lokalizator jest przydatny we wszystkich wspomnianych na początku sytuacjach.

Jak wyglądają parametry auta?

Nie we wszystkich samochodach dostępny jest komputer pokładowy. A to narzędzie przydatne, bo (w zależności od wersji) pozwala kontrolować chwilowe i okresowe zużycie paliwa, sprawdzać temperaturę cieczy chłodzącej oraz oleju i zasięg. I z tym radzą sobie nowe technologie. Wystarczy moduł wpinany w gniazdo OBD2 i stosowna aplikacja (np. Izzy Drive). Dzięki nim smartfon komunikuje się z samochodem poprzez Bluetooth. Program zainstalowany w telefonie pokazuje rzeczywistą prędkość, obroty, spalanie, ale i parametry, które nie są zwykle eksponowane, np. obciążenie silnika czy położenie przepustnicy.


Możliwości niektórych aplikacji nie kończą się na odczytywaniu danych auta. Mogą dodatkowo np. ostrzegać przed fotoradarami i kamerami na skrzyżowaniach, pozwalają na zgłaszanie zdarzeń drogowych takich jak wypadki, kontrole policji, korki czy złe warunki atmosferyczne. Ponadto za ich pomocą da się zlokalizować zaparkowany samochód (na wypadek, gdyby kierowca zgubił się np. na dużym parkingu pod hipermarketem) oraz przekształcić telefon w wideorejestrator.

Wady? Aplikacje nie współpracują ze starymi samochodami. Działają w przypadku aut wyprodukowanych po 2001 roku, jeśli mają silniki benzynowe oraz powstałych po 2002 roku – gdy pod ich maskami pracują jednostki Diesla. Ponadto zdarzały nam się problemy z parowaniem modułu z telefonem: co prawda nie w przypadku Seata Mii, ale Alfy Romeo 159 i Chevroleta Lecetti już tak.

Zalety? Duża liczba danych dotyczących samochodu i dodatkowe funkcje, które nie zawsze są tylko gadżetami.

Internet na pokładzie?

Czy w dobie taniejących pakietów danych i abonamentów z nieograniczonym dostępem do sieci korzystanie z internetu w samochodzie jest tematem? Dla niektórych tak. Zwłaszcza, gdy chce się zapewnić dostęp do niego współpasażerom lub na potrzeby urządzeń zainstalowanych w aucie, które wymagają połączenia z siecią (takich jak nawigacja PND z WiFi i dostępem do informacji o korkach w trybie online). W takim przypadku można skorzystać z routera. Produkt przeznaczony z myślą o użytkownikach samochodów przygotował m.in. Huawei. Jego CarFi jest stosunkowo niewielki i łatwy w montażu – wystarczy wsunąć go do gniazda 12 V w aucie i uruchomić przyciskiem (wcześniej umieszczając w urządzeniu aktywną kartę SIM). Router może pracować nawet z 10 urządzeniami jednocześnie. O korzystanie ze służbowej poczty można przestać się martwić.


Wady? Równie dobrze da się skorzystać z funkcji tetheringu w smartfonie, co oznacza, że zakup routera staje się inwestycją w gadżet, bez którego da się obejść.

Zalety? Można zapomnieć o udostępnianiu internetu z poziomu telefonu. Na zasięg w kabinie nie można narzekać, podobnie jak na łatwość obsługi.






Maciej Pobocha
Od ponad 10 lat związany z mediami. Fan nowych technologii. Lubi zaskakiwać i być zaskakiwany informacjami dotyczącymi niekonwencjonalnych rozwiązań – niezależnie od branży, jakiej dotyczą.




Poprzedni wpis

Jak stracić setki tysięcy przez wyciek poufnych plików?

Następny wpis

Koniec fotoradarów w rękach straży miejskich nie oznacza pożegnania z ostrzegaczami





Zobacz także



This site is using the Seo Wizard plugin by http://seo.uk.net/

PLIKI COOKIES: Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Szczegóły znajdziesz w Polityce Cookies. Więcej

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.

Zamknij