Najnowsze

TEST: Jak się jeździ autonomicznym Volvo? Sprawdziliśmy w Szwecji

Connected Cars / Testy / 4 lutego 2015

Żaden tor testowy. W zwykłym ruchu miejskim przejechaliśmy się autonomicznym Volvo S60. Z kierowcą w roli pasażera.

Dziś prowadzi samochód. Sam samochód. A ściślej funkcja autopilota. I nie na żadnym torze testowym, tylko w ruchu miejskim. Wśród innych kierowców i rowerzystów, nieświadomych tego, że obok nich spokojnie jedzie autonomiczne Volvo. Pojazd, w którym władzę przejmuje autopilot. Tyle mniej więcej wynikało z przywitania gości Volvo w Goteborgu. Szwedzi uznali, że nie będą zbyt długo wystawiać cierpliwości na próbę i zaprosili na przejażdżkę jednym z prototypów samojeżdżących aut. A ściślej – sedanem S60 dobrze znanym z naszym ulic.

Czy rozpoznamy autonomiczne Volvo na ulicy?

Na pierwszy rzut oka autonomiczne S60 niczym szczególnym nie wyróżnia się wśród licznych egzemplarzy, jakie codziennie poruszają się po ulicach Goeteborga.  Wprawne oko dostrzeże co najwyżej kilka różnic. Kluczową jest charakterystyczna antena GPS Trimble z tyłu samochodu: biały grzybek znany przede wszystkim geodetom. Według Volvo jest niezbędny, bo zapewnia znacznie lepszy poziom precyzji i stabilności pracy niż seryjnie instalowany odbiornik GPS.

Autonomiczne Volvo S60

Trudniej natomiast dostrzec zmiany w pokładowej nawigacji. W miejsce standardowej mapy Here, Volvo stosuje specjalnie przygotowany plan, który zawiera znacznie więcej szczegółowych danych. Różnica dotyczy przede wszystkim planu drogi, po której ma się poruszać samochód. W tradycyjnych mapach to zwykła linia. W mapie dla autonomicznego wozu to już obszar, na którym z dokładnością do kilkunastu centymetrów można określić położenie poszczególnych pasów ruchu, przebieg zakrętów i zjazdów. Bez tego Volvo może okazać się ślepe niczym kret, kiedy kamery monitorujące przestrzeń dookoła samochodu zawiodą. Niekoniecznie z powodu kaprysu elektroniki. Także z powodu złych warunków atmosferycznych.

Grzybek znany geodetom: antena GPS Trimble. Lepsza niż fabryczny odbiornik w Volvo.

Kierowca jak pasażer? Prawie

Pora wsiąść do Volvo. Niestety: opcja fotela kierowcy jest z góry zarezerwowana dla opiekuna. On stale czuwa i jest przede wszystkim po to, by zareagować w sytuacji kryzysowej. Pozostają zatem fotele pasażerów. Marne pocieszenie. Ale i dobra okazja, by przyjrzeć się zmianom we wnętrzu. W konsoli kryje się dodatkowa elektronika, której przeznaczenie trudno określić. Sporo sprzętu jest jeszcze w okolicach lusterka wstecznego: kamery do obserwacji otoczenia. A także czujniki radarowe oraz skanery laserowe. I jeszcze jeden gadżet, który może być źródłem problemów dla pasażerów z tyłu: emiter podczerwieni do śledzenia wzroku kierowcy, by ocenić, na czym koncentruje on swoją uwagę. To ważne źródło danych dla komputera samochodu, który musi wiedzieć, kiedy automatycznie hamować z pełną mocą lub pozostawić prowadzącemu choćby chwilę na podjęcie decyzji. Niemniej dla pasażerów z tyłu emiter może być źródłem zakłóceń, gdy używają słuchawek bezprzewodowych. To jeszcze temat dalszej zabawy dla inżynierów.

Ruszamy. Co zaskakujące: najpierw prowadzi kierowca. Autonomiczne Volvo może się samodzielnie poruszać tylko po 50 km miejskiej pętli pełniącej rolę wewnętrznej obwodnicy. A do pętli trzeba dojechać. I tak też będzie przez najbliższe miesiące, kiedy na ulice miasta trafi docelowo 100 leasingowych samochodów. A to oznacza, że pomysły takie jak wsiadanie do auta w stanie wskazującym ostrą imprezę alkoholową od razu skazane są na porażkę. Podobnie jak brak prawa jazdy. Nie ma zmiłuj.

Ruszamy. Prosto na obwodnicę

W końcu jesteśmy na miejskiej pętli. Jednym naciśnięciem przycisku kierowca sprawia sobie wolne, uaktywniając tryb autonomiczny. Chwila na fotografowanie, co oznacza desperackie próby kierowcy, by na życzenie reporterów trzymać nogi jak najdalej od pedałów, a ręce od kierownicy. Kierowcy samochodów jadących równolegle mają niezły widok. Choć ci o słabszych nerwach wolą się szybciej oddalić. S60 w tym czasie posłusznie trzyma się zadanego kursu z dozwoloną prędkością (nie szybciej niż 80 km/h) – w końcu jedziemy po prostej w słoneczny dzień. Volvo bez trudu mieści się na środkowym pasie ruchu, a mijające nas samochody nie robią na nim żadnego wrażenia. Płynnie przyśpiesza i hamuje względem poprzedzającego auta. Podróż zasadniczo niczym nie różni się od zaawansowanego tempomatu stosowanego w wielu pojazdach. Schody zaczynają się dopiero wówczas, gdy do pokonania jest pierwszy zakręt.

WP_20140509_043

Spróbuj jechać w zakręcie. To nie takie proste

Jak Volvo zachowuje się w zakręcie? Delikatnie, ale jednak myszkuje. Tak jakby linia opisana na mapie była przerywana lub poszatkowana pikselami, a nie ciągła. Korekty kierownicą następują szybko i z delikatnym szarpnięciem: automatycznie. Kierowca na wszelki wypadek trzyma ręce bliżej kierownicy. A niekiedy ręcznie  delikatnie koryguje tor jazdy. Czy jest to nieprzyjemne dla pasażerów? Wszyscy na pokładzie są zgodni: uczucie dyskomfortu jest śladowe. Ale na dłuższą metę nie do zaakceptowania. Kolejny kamyczek go ogródka inżynierów.

Ile można jeździć po wielopasmowej drodze w ramach miejskiej pętli? Aż do znudzenia. A to akurat pojawia się dość szybko, jak typowe znużenie podczas długiej jazdy autostradą. Ale o emocje trudno. Volvo póki co wyklucza poruszanie się po drogach, na których jest wyższe ryzyko kursu kolizyjnego. Czy to się zmieni w przyszłości? Niewykluczone. Tym bardziej, że auta konkurencji jeżdżą już także poza autostradami czy drogami wyższych kategorii. Ale o konkretne daty jeszcze trudno.

Dziś już dziękujemy. Pora na kolejną ekipę dziennikarzy do przejażdżki Volvo. Czy kierowca jest zmęczony? Bardziej znudzony.

Podróż kończy się równie szybko, jak się zaczęła. Wysiadam z Volvo S60 mimo wszystko bez żalu. Ale jednocześnie z dumą. Do swojego portfolio mogę przecież dodać jazdę autonomicznym samochodem. I chwalić się do oporu w sieci. Niemniej brak żalu daje do myślenia. Mimo emocji związanych z przejażdżką, po raz pierwszy w życiu pozostaje jednak niedosyt. Jazda samochodem autonomicznym nie zapewnia takiej frajdy jak ulubionym autem. Staje się beznamiętnym przemieszczaniem z punktu A do punktu B. A czy taka ma być przyszłość motoryzacji?






Tomasz Okurowski
Wszędzie gdzie się pojawi niestrudzenie opowiada o nowoczesnych technologiach w domu i w samochodzie. Z inteligentnym domem, nawigacją, lokalizacją, car audio i samochodami connected za pan brat.




Poprzedni wpis

Tanie nagrywanie

Następny wpis

3 mln euro w 3 lata: Coyote podbija rynek ubezpieczeń





Zobacz także



This site is using the Seo Wizard plugin by http://seo.uk.net/

PLIKI COOKIES: Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Szczegóły znajdziesz w Polityce Cookies. Więcej

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.

Zamknij