Najnowsze

TEST: Kto lepszy – AutoRadar, Coyote czy Yanosik?

Connected Cars / Testy / 23 stycznia 2014

AutoRadar, Coyote czy Yanosik? Oto najświeższe zlecenie, jakie otrzymałem od Pawła. Ale czy porównanie ma sens? Czy wierzycie, że kierowcy zastanawiają się nad tym, które rozwiązanie wybrać? Pojeździliśmy zatem z dwoma smartfonami i Coyote, wzbudzając politowanie wśród innych kierowców.

Komu na desce rozdzielczej potrzeba aż trzy urządzenia: dwa smartfony i Coyote? Miny kierowców spoglądających na to, co miałem przyczepione do szyby: bezcenne. Ale i moja mina nie raz była podobna, gdy co jakiś czas zaskakiwały mnie oba testowane programy jak i Coyote. Nie ma bowiem co ukrywać. Żadne z rozwiązań nie jest idealne.

Na wszystkie urządzenia, jak i aplikacje, z pewnością można spojrzeć z jednej perspektywy: podróży bez mandatów i innych nieprzyjemnych niespodzianek. I zapewne wielu użytkowników oceniać będzie każdy z produktów kierując się tym, jak skutecznie ostrzegał o niebezpieczeństwach na drogach. I ile musi za niego zapłacić. A to zaś prowadzi do wniosku, że Coyote jest od razu na przegranej pozycji. Czyżby?

Gdzie się kryje radar?

Zacznijmy od ostrzegania przed radarami we wszelkiej postaci. Jeżdżąc wiele tysięcy kilometrów po kraju z Coyote i Yanosikiem łatwo wyrobić sobie zdanie o obu rozwiązaniach. AutoRadar jest zaś od niedawna, więc dopiero pracuje na swój długi przebieg. Z trzema aplikacjami miałem już intensywnie pojeździć po Mazowszu oraz na południe kraju. I podróżuję nadal z ciekawością przyglądając się, jak reagują na trasie. A reagują różnie.

Wydawać by się mogło, że wszystkie powinny reagować podobnie. I tak jest w przypadku stacjonarnych fotoradarów. Każdy z produktów ostrzega na tyle donośnie, że trudno to przeoczyć. Efekt osiągnięty: noga z gazu. Nawet jeśli podróżuje się zgodnie z przepisami. Niemniej i tak łatwo wychwycić różnice.

AutoRadar na dwóch testowych Xperiach czasami alarmował tylko graficznie: oba smartfony Sony milczały wówczas jak zaklęte. Co ciekawe, w tych samych miejscach LG z Android nie sprawiało żadnego problemu z dźwiękiem. Podobnie jak w przypadku aplikacji na Windows Phone: bez zarzutu. Wszystko działało jak trzeba. A pozostali? Coyote i Yanosik sumiennie ostrzegały o zbliżaniu się do fotoradaru. Coyote jednak rozróżniał kierunkowość, z czym pozostali konkurenci mieli problem. Jednakże produkty na C oraz na Y czasem miewały problemy z prawidłową lokalizacją masztu. Błąd pozycji wynosił nawet ok. 100 metrów. Nie jest to szczególnie dużo zważywszy, że alarm pojawia się z wystarczającym wyprzedzeniem. Jest czas, by zwolnić.

Wykrywanie stacjonarnych masztów nie jest jednak żadną sztuką. Większą jest odświeżanie listy. Z tym nie jest źle. Zlikwidowane fotoradary w miarę sprawnie znikały we wszystkich testowanych produktach.

Gdzie się kryją z suszarką?

Na to pytanie nie zawsze znajdowaliśmy odpowiedź. Nie raz mijaliśmy patrole Policji czy Straży Miejskiej, o których nie ostrzegały testowane produkty. Zdarzało się wszystkim. Bez wyjątku. Oczywiście zasada działania jest prosta. Im więcej użytkowników, tym więcej zgłoszeń. Zawsze jednak może przydarzyć się sytuacja, kiedy nikt nie przejedzie wybranym odcinkiem drogi. Z tej perspektywy można docenić rozwiązanie Coyote o ilości skautów w pobliżu. Ale wspomniane świetne rozwiązanie jest jednocześnie największą słabością francuskiego sprzętu. O ile bowiem w Warszawie wyraźnie przybyło skautów, o tyle poza stolicą jest dość skromnie. I każdy użytkownik dobrze o tym wie, gdyż na ekranie zawsze widoczna jest informacja o skautach w pobliżu. Nawet na głównych trasach bywa skromnie. W miastach, które odwiedziliśmy było co najwyżej paru skautów: Gdynia, Gdańsk, Kraków, Lublin, Poznań, Radom, Kielce, Białystok, Zakopane. A to ma przełożenie na ilość ostrzeżeń.

AutoRadar i Yanosik informowały częściej. Najwięcej Yanosik. Niemniej wówczas łatwiej o wrażenie, że szwankuje system odświeżania danych. Nie raz trafiałem na ostrzeżenia o Policji czy Straży miejskiej, który były już nieaktualne. Albo błędnie zgłoszone. Pod tym względem również przodował Yanosik. AutoRadar z dnia na dzień wyraźnie zyskuje. Oczywiście o potędze zdecyduje siła społeczności, jaką wokół siebie zbiorą obie firmy.

Wypadek, korek, nieoznakowani, ITD…

Na trasie mogą być różne niespodzianki: od wypadków po niebezpieczne warunki. Najczęściej o typowych utrudnieniach informuje Yanosik. Jestem pod wrażeniem siły społeczności. Choć trudno uwierzyć w 30 000 użytkowników o 2 nad ranem, to mimo wszystko Yanosik zwykle najlepiej i najszybciej reagował na zmiany na drogach na skutek wypadków. I dość sprawnie informuje o nieoznakowanych radiowozach. Mimo ostrzeżeń przez ostatnie kilka miesięcy ani razu nie miałem okazji dojrzeć radiowóz, o którym ostrzegano.

AutoRadar dopiero buduje swoją społeczność. Rosnącą popularność trudno jednak przeoczyć. Coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia o korkach czy patrolach. I zapewne będzie ich z dnia na dzień więcej. To zapewne będzie też cieszyć użytkowników AutoMapy, bo niewykluczone, że wpłynie na statystyki LiveDrive. Grzechem byłoby nie skorzystać.

Coyote na przełomie roku wyraźnie się poprawił. W Warszawie zgłoszeń jest już dość sporo. Poza Warszawą: znacznie skromniej. Niemniej łatwo docenić świetne rozwiązanie, jakim jest informacja o czasie, jaki upłynął od zgłoszenia. Nie wspominając o systemie wiarygodności skauta. To buduje zaufanie do sprzętu, o które na razie najłatwiej w aglomeracji warszawskiej.

A jak zaufanie ze strony trakerów? Póki co, najłatwiej zgłaszać ITD w aplikacjach. Coyote nie ma zaś nawet osobnej kategorii dla inspekcji drogowych, co na razie stawia pod znakiem zapytania pełną przydatność dla transportu. Do czasu aż firma nie upora się z problemem poprzez aktualizacje.

Nikt nie jest idealny

W AutoRadarze wspomnieliśmy o problemach z działaniem na Xperiach. Ponadto trzeba przywyknąć do rozwiązania, w którym lokalizacja fotoradaru może być wskazywana na przemian z jednej lub drugiej strony naszej pozycji. Na co dzień to irytujące. W Yanosiku najbardziej irytowały problemy z łącznością. Zdarzały się dni, gdy aplikacja miewała notoryczne problemy z prawidłową lokalizacją pozycji, a także nie łączyła się z siecią, mimo, że inne aplikacje działały na tym samym smartfonie bez problemów.

Słabością Coyote jest zaś uruchamianie przy niskim poziomie naładowania akumulatora. Wówczas zdarzały się samoczynne zgłoszenia radarów i innych utrudnień.

W tym porównaniu trudno wskazać wszystkie słabości, a także życzenia wobec testowanych rozwiązań. Wystarczy przejrzeć fora użytkowników, by przekonać się, ile programiści mają jeszcze do zrobienia. Niemniej nie sposób pominąć postępu na skutek konkurencji. Pojawienie się Coyote dobrze zmobilizowało Yanosika, który ewoluował w imponującym tempie.

Koszty

Dwie bezpłatne aplikacje kontra kosztowne urządzenie. To co za darmo wygrywa? Z pewnością! Niemniej wątpię, by statystyczny użytkownik AutoRadaru czy Yanosika zechciał kupić Coyote. Ja również nie zaliczam się do grona potencjalnych odbiorców Coyote i do podróży po Polsce nie zainwestowałbym we francuski sprzęt. Wierzę jednak, że jest spore grono dobrze opłaconej kadry podróżującej samochodami wyższej klasy, którzy oczekują czegoś innego niż statystyczny kierowca we flotowej Corsie, Aurisie czy nawet Mondeo. I są w stanie wydać dużą kwotę: nawet ponad 1000 zł. Czy Coyote osiągnie poziom ekskluzywności na miarę nowych telefonów iPhone w Polsce? Pewnie gorąco tego sobie życzą Francuzi, jak i polski oddział.

Kto wygrywa?

Coyote-vs-AutoRadar-vs-Yanosik

Coż, wbrew pozorom odpowiedź nie jest taka oczywista, jak mogłoby się wydawać. Kluczowe bowiem jest pytanie: dla kogo jest przeznaczony sprzęt lub aplikacja. Wybierając się w podróż po Polsce, wciąż najlepszym rozwiązaniem jest korzystanie z dwóch produktów. Aplikacja w telefonie i radio CB. Póki co: najlepszy duet. Poleganie jedynie na Yanosiku może być ryzykowne, przy „ciężkiej nodze”. O ile oczywiście łamiemy przepisy. Ponadto warto wziąć pod uwagę funkcję uproszczonej nawigacji: Yanosik to przysłowiowe dwa w jednym: czego póki co brakuje konkurencji.

Na testowane produkty warto jednak spojrzeć jeszcze z jednej perspektywy: kierowcy, który jeździ bezpiecznie i stara się przestrzegać przepisów. Jestem ogromnym przeciwnikiem drogowego cwaniactwa i przysłowiowych piratów. Choć zwykle aplikacje i rozwiązania takie jak testowane, utożsamia się z drogowymi piratami, to jednak warto również wziąć pod uwagę przydatność dla spokojnych „mobili”. Dobrze wiedzieć co przed nami na drodze. Czy jest przejezdna, bez niespodziewanych utrudnień i zagrożeń. W końcu i tak każdemu zależy, by cało i zdrowo dojechać do celu.

Podsumowując. Kierowcy, którzy jeżdżą dużo i szybko: aplikacja w telefonie i radio CB. W tym duecie zapewne to będzie Yanosik także ze względu na funkcję nawigacji. Kto podróżuje spokojniej: może zainstalować AutoRadar. A każdy, kto wybiera się za granicę i często podróżuje: bezdyskusyjnie Coyote.






Tomasz Okurowski
Wszędzie gdzie się pojawi niestrudzenie opowiada o nowoczesnych technologiach w domu i w samochodzie. Z inteligentnym domem, nawigacją, lokalizacją, car audio i samochodami connected za pan brat.




Poprzedni wpis

TEST: Mobileye – wrażenia z jazdy!

Następny wpis

TEST: Jak prowadzi Nokia Here Drive+?





This site is using the Seo Wizard plugin by http://seo.uk.net/

PLIKI COOKIES: Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Szczegóły znajdziesz w Polityce Cookies. Więcej

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.

Zamknij