Najnowsze

TEST: Land Rover Discovery Sport. Offroad – offline

Connected Cars / Testy / 22 marca 2016

Nieważne, gdzie pojedziesz Land Roverem – w trudny teren, czy miejską dżunglę. Z pokładowym systemem multimedialnym InControl Touch będziesz offline.

Land Rover twierdzi, że tworzy samochody, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. I chwali się, że „dzięki nim kierowcy mogą odkrywać nowe terytoria i stawiać czoła bezdrożom.” O ile nie wątpimy w możliwości terenowe, o tyle pod względem funkcjonalności connected mamy powody, by narzekać. Podróżując Discovery Sport poczuliśmy się bowiem jak w czasach, gdy debiutowały pierwsze przenośne nawigacje GPS, a systemy informacji o korkach były tylko marzeniem największych entuzjastów w Polsce.

Pokładowy system infotainment: InTouch Touch

Na papierze wszystko wygląda dobrze: duży, 8-calowy ekran dotykowy, zintegrowany zestaw Bluetooth, zaawansowana nawigacja satelitarna z systemem informacji o korkach i innych utrudnieniach, 10 głośników i aż 5 portów USB. To nie pomyłka: 5 gniazd USB na pokładzie, co sprawia, że Land Rover jest w ścisłej czołówce producentów przywiązanych do popularnego komputerowego standardu. To akurat powód do dumy.
Można jednak oczekiwać więcej. Tymczasem o Android Auto, CarPlay czy Mirror Link trzeba zapomnieć. Gdy odbieraliśmy testowy egzemplarz usłyszeliśmy, że system łączności ze smartfonami (stworzony przy współpracy z firmą Bosch) jest dopiero wdrażany do produkcji. Próżno także było liczyć na zdalne sterowanie autem poprzez aplikację oraz możliwość lokalizowania pojazdu np. na dużym parkingu. Sorry, to nie ten adres. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas.


Czy bez connected da się żyć?

Tak, choć nie jest łatwo. Szczególnie temu, kto jest przyzwyczajony do nawigacji w smartfonie i ciągłych zmian tras na skutek spływających co chwila kolejnych informacji drogowych. Podróżując Discovery z firmową nawigacją trzeba przywyknąć do stoickiego spokoju. System wyznacza trasę (szybka, krótka, ekonomiczna) bardzo przewidywalnie. Rzadko kiedy zaskakuje przebiegiem zaproponowanych planów podróży. Podczas kalkulacji uwzględnia bowiem historyczne dane o ruchu drogowym, co oznacza, że co najwyżej nieco zmodyfikuje prowadzenie zależnie od pory dnia i dnia tygodnia. Niemniej utknięcie w korku w Polsce jest niemal gwarantowane, gdyż Land Rover nie wykupił licencji na odbiór danych o ruchu drogowym w ramach radiowego serwisu TMC. Oh, my lord, why?

Niezależnie jednak od tego, że pokładowa nawigacja jest niemal głucha i ślepa, to jednak nie jest tak przestarzała jak można byłoby się spodziewać. Jakość grafiki map jest praktycznie bez zarzutu. Także funkcjonalność stoi na dobrym poziomie. W trakcie wpisywania adresu kierowca jest wspomagany np. przez inteligentną klawiaturę. Do dyspozycji ma podgląd kilku tras, by samodzielnie wybrać najwłaściwszą. Wyszukiwanie miejsc docelowych jest rozbudowane na tyle, że nawet twórcy aplikacji nawigacyjnych do smartfonów mogliby się nauczyć (POI znajdziemy po numerze telefonu, a jedną z opcji jest trasa powrotna). Land Rover wskazuje nawet miejsca, gdzie postawiono sygnalizację świetlną. Niby drobiazg, ale łatwo go docenić w sytuacji, gdy natkniemy się na czerwone światło tuż za zakrętem – mając świadomość, że zbliżamy się do sygnalizatora, możemy zawczasu zwolnić. Znamienne, że rozwiązanie jest wciąż rzadko stosowane przez konkurencję.

Aktualizacja map: jest progres. A przy okazji poślizg

Trzeba przyznać, że Brytyjczycy przynajmniej pod względem odświeżania map odrobili lekcję i nadrobili zaległości. Zgodnie z obowiązującymi trendami, pozyskiwanie i instalacja nowych danych zostały w całości przerzucone na użytkownika. Procedura na szczęście nie jest skomplikowana i zależy od posiadanej wersji systemu.

W przypadku odmiany z mapami na karcie SD wystarczy, że klient pobierze program z portalu przygotowanego przez dobrze znany serwis NaviExtras, czyli węgierskie NNG, dostawcę popularnego programu iGO. Nie ruszając się zatem z domu nabywca Land Rovera kupi, ściągnie, skopiuje i zainstaluje najnowsze mapy na kartę SD. Proste, ale dość czasochłonne.

W przypadku wersji z danymi przechowywanymi na twardym dysku trzeba za każdym razem nabyć w sklepie internetowym pendrive i jego zawartość przekopiować do urządzenia. Także proste i również czasochłonne.
Z aktualizacjami wiąże się jedno: ciekawe nazewnictwo map. Najnowszy pakiet danych przygotowany przez Here sprzedawany jest jako Europe 2016. Zawiera mapy datowane na III kwartał 2014 roku. Szczerze gratulujemy refleksu.


Smartfon w Land Roverze – prawie bezużyteczny

Prawie robi różnicę. Dla nabywcy Discovery oznacza to tyle, że w ramach rozwiązań connected połączy smartfon z pokładowym infotainment poprzez Bluetooth. Nic nadzwyczajnego w obecnych czasach? Jesteście w błędzie. Fora użytkowników samochodów różnych marek są pełne goryczy na skutek problemów z parowaniem smartfonów. Najczęściej powtarzające się kłopoty dotyczą rozpoznania urządzenia mobilnego oraz zrywania połączenia. Stąd przezornie sprawdziliśmy aż 9 różnych telefonów (od starych Nokii po nowe modele HTC, Samsunga i Sony). Z parowaniem nie mieliśmy żadnych problemów. Co więcej, za każdym razem sprzęt był szybko rozpoznawany. I równie sprawnie odbywało się pobieranie kontaktów łącznie ze zdjęciami. Jeśli dodać do tego wysoką jakość dźwięku prowadzonych rozmów (co nie jest oczywiste nawet w drogich autach europejskich czy azjatyckich marek), to przynajmniej z firmowego Bluetooth można być bardzo zadowolonym.

Podsumowanie

Nowoczesne auto i system, który poza Bluetooth nie ma nic wspólnego z connected? Tak się wciąż zdarza. I nie tylko u Land Rovera. Także m.in. w Porsche, które dość długo opierało się idei connected oraz dostępowi do internetu na pokładzie samochodów. To najlepszy dowód na to, że bycie online w pojazdach nie jest tak oczywiste jak mogłoby się wydawać. Dla wielu klientów, którzy kupują nowe modele nie tylko prestiżowych marek, korzystanie z sieci nie ma aż tak dużego znaczenia. Rodzi się przy tym zasadne pytanie: czy dla kolejnych pokoleń nabywców aut brak funkcjonalności online będzie oznaczał dyskwalifikację określonego produktu? Czy pojawi się zagrożenie odpływu wiernych klientów do konkurencji, kiedy nie otrzymają najnowocześniejszej łączności? Trudno mieć wątpliwości.

Plusy
+ stabilna praca wbudowanego zestawu Bluetooth
+ szybkie parowanie telefonów różnych firm
+ mało skomplikowana obsługa
+ dobra jakość dźwięku
+ mapa z widoczną sygnalizacją świetlną na skrzyżowaniach
+ wyznaczanie tras alternatywnych
+ duża liczba gniazd USB (5 sztuk)
+ dostęp do danych historycznych o ruchu drogowym
+ przystępna cena zakupu – nawigacja kosztuje ok. 3400 zł

Minusy
– odbiornik TMC nie działa w Polsce, co oznacza brak aktualnych danych o korkach
– brak funkcji connected i integracji ze smartfonami
– niekiedy wolna praca nawigacji: odświeżanie mapy i kalkulacja tras
– przeciętna jakość komend głosowych nawigacji (mało zrozumiałe)
– brak prawdziwego systemu dynamicznego wyznaczania tras z omijaniem korków
– długi czas przygotowywania map – dane z III kwartału 2014 r. sprzedawane jako pakiet 2016






Tomasz Okurowski
Wszędzie gdzie się pojawi niestrudzenie opowiada o nowoczesnych technologiach w domu i w samochodzie. Z inteligentnym domem, nawigacją, lokalizacją, car audio i samochodami connected za pan brat.




Poprzedni wpis

Smartfon zastąpi kluczyk samochodowy

Następny wpis

Connected Insurance – świat IoT zmienia rynek ubezpieczeń komunikacyjnych





This site is using the Seo Wizard plugin by http://seo.uk.net/

PLIKI COOKIES: Stosujemy pliki cookies, aby ułatwić korzystanie z serwisu. Szczegóły znajdziesz w Polityce Cookies. Więcej

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce lub konfiguracji usługi.

Zamknij